Cudaczny sen miałem. Przyśniło mi się, że pojawiła się kolejna wersja tłumaczenia WK, w której Krok Drugi wyglądał tak: Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może poprawić nam zdrowie. Grupa alkoholików, może to był jakiś warsztat, dyskutowała o tej wersji. Jedni uważali, że „poprawa zdrowia” pogodzi wyleczonych/uzdrowionych z tymi, którzy są chorzy i tacy pragną zostać, czyli połączy wersję AA z przekonaniami terapeutów. Ale przeciwnicy też mieli argumenty. Pytali, na czym ta „poprawa zdrowia” miałaby polegać i czy można być alkoholikiem mniej albo bardziej. Wtedy się obudziłem. Rozbawiony, że też nie ma mi się co śnić, tylko jakieś AA-owskie horrory!
Tym niemniej ten sen stał się inspiracją do poważniejszych rozważań na temat polskich wersji „Anonimowych Alkoholików”.
Moje relacje z WK zmieniały się z czasem. Najpierw jej nie widywałem na mityngach, więc mnie nie interesowała, najważniejszy wydawał się scenariusz spotkania i laminat. Później starałem się możliwie najlepiej zrozumieć i zastosować treść wersji granatowej i trzech wydań żółto-niebieskich. Etap kolejny zaczął się od zbierania informacji od przyjaciół, znających biegle angielski, o błędach w tłumaczeniu. Wtedy to w swoim egzemplarzu książki zaznaczałem wątpliwe fragmenty i dopisywałem na marginesie ich właściwą, poprawną wersję. Przydawało się to bardzo w pracy z podopiecznymi. Gdyby mnie ktoś wtedy (2012-2017) zapytał, czy alkoholikom w Polsce potrzebna jest nowa wersja Wielkiej Księgi, odpowiedziałbym z przekonaniem, że zdecydowanie tak. Nie wszyscy bowiem mieli kontakt z alkoholikami anglojęzycznymi, nie wszyscy w swojej pracy z podopiecznymi brali pod uwagę błędy w przekładzie. Poza tym jakieś notatki na marginesie dobre są tylko na krótki czas, to prowizorka, więc tak, oczywiście, nowa WK powinna powstać. Do głowy mi nie przyszło, że może w ten sposób pojawić się najeżony błędami koszmarek.
Jednak tym razem nie chodzi mi o rażące błędy w polskim tekście. Raczej o zasadę, żeby nie naprawić czegoś, co nie jest popsute. I żeby dla własnej sławy i chwały (wymyślone przez siebie słowa, cudaczna stylizacja na staropolszczyznę itp.) nie poświęcać dobra tysięcy ludzi. Jedno i drugie wydawało mi się oczywiste. Podobnie jak i to, że przed powierzeniem komuś jakiegoś zadania, należałoby sprawdzić jego kompetencje w tym zakresie.
Wreszcie, z czystej ciekawości, zebrałem kolekcję ośmiu polskich wydań WK*.
Czy w 2018 roku, i wcześniej, potrzebowaliśmy nowej WK? Tak. Ale… Z perspektywy czasu widzę, że zupełnie do tego zadania nie dorośliśmy. Wtedy – na pewno nie, co zresztą widać po efektach. Czy potrzebna nam nowa WK teraz, w 2023? Tak, zdecydowanie tak. Obawiam się jednak, że nadal nie zmieniliśmy się w sposób wystarczający, żeby takiego zadania z sensem się podjąć.
Co byłoby potrzebne albo wręcz konieczne do realizacji tego przedsięwzięcia?
- Zamiast kolesiostwa i/lub naiwnego entuzjazmu wobec modnego aktualnie alkoholika lub alkoholiczki (to jest fiksacji na jakichś kolejnych guru), powszechnie dostępny i w całej polskojęzycznej Wspólnocie ogłoszony konkurs na służbę tłumacza z weryfikacją kompetencji włącznie. Trzeba takich osób 3-5.
- Zatrudnienie zawodowego korektora, zamiast żony jednego z „tłumaczy”, zdolność do słuchania tego, co ów korektor proponuje i współdziałanie z nim. Kosztowałoby to ze 30% tego, co zapłaciliśmy. Konieczne jest też zrozumienie i pogodzenie się ze strasznym faktem: poprawności językowej nie ustala się drogą głosowania alkoholików.
- Kiedy praca zostałaby wykonana, co przy około osiemdziesięciu kartkach nie powinno zająć więcej niż trzy miesiące (chodzi o tekst podstawowy, historie osobiste są mniej więcej w porządku), publiczna konsultacja poprawności tekstu i przesłania.
Ktoś powie, że w ten sposób nowa wersja trafiłaby do każdego chętnego za darmo. Tak, to prawda. Tyle że najpierw trzeba sobie odpowiedzieć, co i dla kogo jest najważniejsze, w takim przedsięwzięciu: życie i zdrowie tysięcy cierpiących, czy pieniądze dla BSK i innej AA-owskiej „władzy”?
Do podjęcia takiej decyzji i ewentualnie realizacji takiego projektu – moim skromnym zdaniem – nadal zupełnie nie dorośliśmy. A szkoda…
---
* https://meszuge.blogspot.com/2019/01/zagadka-dla-pt-czytelnikow.html
DODATEK
Dawno temu (ok. 5 lat, w każdym razie przed wydaniem najnowszej wersji WK) na warsztacie internetowym Krok za Krokiem pojawił się post, który pozwolę sobie zacytować niżej, dziękując przy okazji jego autorowi za tak dokładne rozważenie tematu.
Witam Wszystkich!
Ja odnośnie tłumaczenia i waszych rozważań na temat drugiej części kroku I.
Na samym początku napiszę, że jestem językowcem, zajmuję się językoznawstwem i nauczaniem j. angielskiego.
To co napisał Witold trzeba uznać w pełni za słuszne przemyślenia i właściwy tok rozumowania jeśli chodzi o kwestie tłumaczenia.
Ale warto tutaj rozłożyć to zdanie na mniejsze partie. Nie ulega wątpliwości, że obecne tłumaczenie kroku I jest poprostu błędne! Oryginał, jak przytoczył go Witold brzmi: We admitted we were powerless over alcohol - that our lives had become unmanageable. To co wspomniał Witold nie ma w nim słowa "przestaliśmy" oraz nie ma spójnika "i" (..."i przestaliśmy...)
Co ciekawe analizując pierwszą część We admitted we were powerless over alcohol to tłumaczenie polskie wg mnie jest jak najbardziej dopuszczalne, ale druga część mówi zupełnie co innego.
Witold rozważył dwie możliwości: "Po wielu, wielu latach jałowych rozważań w AA dotyczących tego całego kierowania, sporów na ten temat i wątpliwości, dochodzę do wniosku, że możliwości są dwie:
a) ...that our lives had become unmanageable nic specjalnego nie znaczy, ot po prostu - jestem bezsilny wobec alkoholu i życie mi się sypie/rozłazi/chrzani/wali itp.
b) druga ewentualność to to, co już napisałem: nasze życie nie poddawało się kierowaniu. Jak widać nie ma tu mowy o żadnym "przestaliśmy" i dlatego to rozwiązanie proponuję zespołowi tłumaczy, ale w tej wersji jest znacznie więcej... treści? Sensu? Możliwości wykorzystania?"
Natomiast dalej (wg mnie bardzo słusznie) Witold napisał "Moje życie nie poddawało się kierowaniu. Czemu właśnie tak? Bo, moim zdaniem, to fakt. Moje życie nie poddawało się kierowaniu Boga, rodziców, nauczycieli, szefów… Nie byłem nawet w stanie żyć według swoich własnych zasad moralnych, nie miałem duchowej siły, by ich przestrzegać."
"Moje życie nie poddawało się kierowaniu." Witoldzie myślę, że nie jeden tłumacz zgodził by się z Tobą odnośnie tego tłumaczenia!!! A dlaczego? Już tłumaczę.
Zdanie We admitted we were powerless over alcohol - that our lives had become unmanageable. składa się z dwóch części. Pierwsza z nich "We admitted we were powerless over alcohol" została napisana przez Billa nieprzypadkowo w czasie Past Simple (zwyczajny czas przeszły, najprostszy w budowie), natomiast część druga "that our lives had become unmanagable to zdanie w czasie ZAPRZESZŁYM (Past Perfect).
Po co używa się takiego następstwa czasów? A no po to właśnie żeby coś skontrastować! Co miało miejsce najpierw w przeszłości... Co to jest ten Past Perfect? Poniżej wyjaśniam i zaznaczę od razu, że czas taki w języku polskim nie istnieje.
Past Perfect to czas przeszły dokonany (można też powiedzieć - zaprzeszły), który stosujemy w następujących sytuacjach:
· jeśli zależy nam na podkreśleniu, że dana czynność zdarzyła się przed inną przeszłą czynnością (np. When I finally got to the party, it had already finished. - Kiedy w końcu dotarłam na imprezę, ona już się skończyła.). Czasu tego nie stosujemy jednak chcąc wymienić po kolei czynności następujące po sobie (np. I got up, had breakfast, washed my teeth... - Wstałam, zjadłam śniadanie, umyłam zęby..., ponieważ w takich sytuacjach jasne jest, co nastąpiło po sobie);
Dlatego jeszcze raz podkreślę, że Bill nieprzypadkowo zastosował taką konstrukcję gramatyczną, bowiem wiedział o czym mówi! Że zanim się przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, to od samego początku naszego życia nie poddawało się ono kierowaniu (unmanagable - not manageable : difficult or impossible to control or manage - czyli tłumacząc trudny albo niemożliwy do kierowania lub zarządzania...)
Nie wiem, jak teraz to tłumaczenie będzie wyglądać, ale powinno zdecydowanie pójść w tym kierunku, który tutaj na KzK stał się bardzo ciekawym tematem dyskusji...
Najnowsza wersja, przekład wydania pierwszego lub drugiego WK, który od dawna jest w domenie publicznej.
Aż przyjemnie czytać tekst bez dylematów, samonapędów, alternatyw i wielu innych kuriozalnych dziwolągów :-)



