piątek, 20 września 2024

Efekty podnoszenia się dna?

W tym roku, 2024, uczestniczyłem w spotkaniach AA zdecydowanie mniej razy niż to miało miejsce we wszystkich innych latach. W każdym razie mityngów zaliczyłem kilka, a na pewno nie więcej niż dziewięć. Taka częstotliwość powodować może pewną zmianę wyników obserwacji – słuchałem i obserwowałem znacznie uważniej niż wtedy, kiedy w AA bywałem po dwa razy w tygodniu i w wielu przypadkach wiedziałem, kto będzie, gdzie usiądzie i co powie. W każdym razie zaobserwowałem coś, ale nie mam pewności, czy zmienił się mój ogląd, czy może wyraźnej zmianie uległo jednak środowisko.

Jakoś mi się nie układa w życiu. Chodzę do tego AA, biorę sobie służby, poznaję Program ze sponsorem, tydzień temu się napiłem, chodzę na terapię odwykową i jeszcze drugą, taką ogólnorozwojową, co bardzo dużo mi daje, sponsoruję, wczoraj wypiłem dwa piwa, robię czasem sugestie zalecone przez sponsora, zastanawiam się nad terapią głębokiego wglądu albo grupą SLAA…

To nie była jedna wypowiedź, ale raczej synteza, połączenie w całość przynajmniej kilkunastu wypowiedzi, zazwyczaj młodszych alkoholików, to jest w wieku ok. 30-40. Więc zastanawiam się, czy tak było zawsze i tylko ja nie zwracałem na to uwagi, czy może w tym środowisku zaszła jakaś znacząca zmiana?

W wielu rozmowach uczestników mityngów z pewnym stażem abstynencji powtarzało się przekonanie, że to bardzo dobrze, że dno alkoholika nieustannie się podnosi, bo na mityngi trafiają ludzie, którzy nie stracili jeszcze wszystkiego, ale ten medal ma również drugą stronę – być może za mały poziom determinacji czy, jak to mówią, gotowości do zrobienia wszystkiego. Owszem, chcą poprawy jakości życia i godzą się, że coś w tym kierunku będą musieli robić, ale przecież nie można się aż tak katować! Gdy robi się zbyt trudno, odchodzą, bywa że tylko na jakiś czas, do innej wspólnoty (w końcu terapeuta powiedział im, że wszyscy alkoholicy są też seksoholikami, a jeśli kiedyś spróbowali marychy, to i narkomanami) albo na kolejną terapię odwykową, lub inną, bo wielu zdaje się wierzyć, że jak podczas terapii przepracują (cokolwiek to znaczy) swoje dzieciństwo albo skłonności do złości, toksycznego wstydu, problem z zaniżonym poczuciem wartości, lub coś takiego, to i kłopot z piciem jakoś zniknie.

Nie, nie wszyscy tak mają. Tych kilka osób, które pamiętam sprzed epidemii, nadal w mityngach uczestniczy, ale wypowiadają się rzadziej, przekonani (jak opowiadał znajomy weteran), że ich doświadczenia wyraźnie nie są już potrzebne nikomu i do niczego. Ot, egzotyczne opowiastki dziadersów z dawnych czasów.

To jak to w końcu jest? Cudownie, że dno alkoholików stale się podnosi, czy może jednak niezupełnie cudownie?

sobota, 7 września 2024

Deklarację też mamy polską

Deklaracja odpowiedzialności została napisana na Międzynarodową Konwencję w Toronto w 1965 r. Opublikowana została w artykule zatytułowanym „Jak jestem odpowiedzialny, stałem się częścią AA” w biuletynie GSO, Box 4-5-9. Jako autora Deklaracji Odpowiedzialności artykuł podaje byłego powiernika AA, Ala S. Deklaracja odpowiedzialności pozostaje podstawową zasadą służby AA do dziś.
Pewien problem w tym, że tę Deklarację też zrobiliśmy po swojemu, według własnych przekonań. Przecież Polak potrafi, przecież żadni imperialiści nie będą nam mówić…

Polska wersja: Gdy ktokolwiek, gdziekolwiek potrzebuje pomocy, chcę, aby napotkał wyciągniętą ku niemu pomocną dłoń AA. I za to jestem odpowiedzialny.

Wersja oryginalna: When anyone, anywhere, reaches out for help, I want the hand of A.A. always to be there. And for that: I am responsible.

Jakiejś pomocy potrzebuje większość ludzi na ziemi. Jedni potrzebują pomocy w znalezieniu dziewczyny, inni w zdobyciu dobrej pracy, w naprawie cieknącego zlewu, w zerwaniu z ćpaniem, w wyborze miejsca wakacyjnego wyjazdu, w sfinansowaniu wyprawki dziecka do szkoły itd. itd. Czy członkowie AA powinni się do czegoś czuć zobowiązani w związku z tym?

Problem sprowadza się do dziwnego tłumaczenia „reaches out for help”, bo nie znaczy to, że ktoś „potrzebuje pomocy” (jakiej pomocy potrzebuje i kto niby ma o tym decydować?), ale że wyciąga rękę po pomoc, sięga po pomoc, zwraca się o pomoc.

Dajmy odpór dumnemu założeniu, że skoro Bóg umożliwił nam sukces w jednej dziedzinie, naszym przeznaczeniem jest stać się pośrednikami dla każdego („Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość”).

Tak naprawdę przekaz Deklaracji Odpowiedzialności jest bardzo prosty – jeśli ktoś wyciąga do AA rękę po pomoc, to zawsze powinien napotkać tam dłoń któregoś z nas. Wspólnota AA dysponuje rozwiązaniem problemu alkoholizmu. I niczym więcej! Nie rozwiązujemy żadnych innych problemów! Jesteśmy gotowi pomóc wszystkim tym, którzy z problemem alkoholowym zwracają się do nas o pomoc. A nie tym, którzy według naszych własnych przekonań i fantazji, potrzebowaliby może jakiejś pomocy.

Gdyby to było zrozumiałe i jasne, może nie dochodziłoby do tak absurdalnych sytuacji, że na jakichś winietach wzywa się grupy AA do tworzenia specjalnych wspierających miejsc czy środowisk dla aktywnych, pijących alkoholików.


Zauważcie, że nie dla tego, który chce przestać pić i do AA wyciąga rękę po pomoc, ale do tego, który pije.

środa, 4 września 2024

Wygląda na to, że jest źle

Służebny. Dziewka służebna i chłopak łaziebny to w XIV-XVI wieku, w zajazdach, karczmach, zamkach, osoby pomocne przy sprzątaniu, ale przede wszystkim… hm… realizujące potrzeby seksualne gości, służące waginą albo odbytem.

Akredytacja. Po polsku oznacza przedstawienie dokumentów uwierzytelniających przez dyplomatę (konsula, ambasadora) rządowi albo innej oficjalnej władzy obcego kraju. W AA-owskiej mowie oznacza to bilet wstępu na jakieś wydarzenie, koszt uczestnictwa w jakimś AA-owskim przedsięwzięciu, ale tylko AA-owskim, bo bilet do kina, to już nie.
Itd. Itd. Itd.

Na cudaczno-sekciarski język w środowisku AA zwracałem uwagę od samego początku, ale w pierwszych miesiącach, starałem się szybko tego slangu nauczyć. Wydawało mi się, że w taki sposób porozumiewają się alkoholicy trzeźwiejący i znajomość tego typu określeń i pojęć miała świadczyć o postępie tego procesu. Cóż… nie piłem, ale trzeźwy nie byłem na pewno.

Mijały lata. Zorientowałem się, że ciągoty sekciarskie pojawiają się w tym środowisku na pewno, ale jednak większość tych językowych dziwolągów, to efekt zwykłego nieuctwa albo może tzw. wtórny analfabetyzm – etanol niszczy skutecznie komórki mózgowe.

Pamiętam jak pewnego razu wypowiedziałem się na mityngu, a prowadzący zwrócił uwagę, że wolno mi mówić tylko o swoim doświadczeniu. Wtedy mnie zatkało, bo moja wypowiedź w stu procentach dotyczyła mojego doświadczenia. A ten człowiek po prostu nie wiedział, co to jest doświadczenie – uważał, że doświadczenie to jest opis czyjegoś przeżycia. Nie był w stanie pojąć, że moim doświadczeniem może być i to, czego się dowiedziałem (usłyszałem, przeczytałem, zaobserwowałem).

Doświadczenie – ogół wiadomości i umiejętności zdobytych na podstawie obserwacji i własnych przeżyć.

Przy okazji Kroku Dziewiątego zastanawiam się, jak zadośćuczyniają innym alkoholicy, którzy nowych członków AA zmuszają do nauki i stosowania błędów językowych? Bo facet, który uważa, że oportunista to ktoś, kto stawia opór (tak go nauczył sponsor w AA), po prostu się ośmiesza.

Mijają lata, wiele się w polskiej wersji AA zmienia. Niektóre rzeczy na lepsze. Język niestety nie, błędów i udziwnień pojawia się coraz więcej. Tak dużo, że już sami wśród swoich nie zawsze potrafimy się porozumieć. A skoro w najnowszym Biuletynie Informacji Publicznej znalazło się wezwanie, by w sprawozdaniach unikać AA-owskiego slangu, to już musi być całkiem źle. Jednak jest to też informacja także i dobra - zaczynamy to zauważać, nam samym zaczyna przeszkadzać, więc może będą zmiany na lepsze, kiedyś...



środa, 21 sierpnia 2024

Elastyczne interpretacje WK

Jak to w sierpniu dość często bywa, jednym z tematów mityngu był Krok Ósmy: Zrobiliśmy listę wszystkich osób, które skrzywdziliśmy, i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim. Alkoholiczka zabrała głos i oznajmiła, że ten Ósmy Krok był dla niej najtrudniejszy w całym Programie. Siedzący naprzeciwko niej alkoholik niezwłocznie i ochoczo potwierdził – tak, tak, ja też tam miałem, też tak uważam.
Kilkoro uczestników zaczęło się nerwowo rozglądać, jakby niepewni, czy dobrze zrozumieli to, co usłyszeli. Prowadzącemu chyba też coś nie grało, bo uznał za wskazane powtórzyć treść Ósmego Kroku. Właściwie ja też pomyślałem, że ci dwoje pewnie pomylili Krok Ósmy z Dziewiątym – spotkania i rozmowy z osobami skrzywdzonymi bywają bardzo trudne i bolesne, ale samo tylko tworzenie listy, i to nie pierwszy raz, nie jest przecież aż takim wyzwaniem. Ale… może to tylko mnie się tak wydaje.

Z licznych dalszych wypowiedzi i wyjaśnień wynikało, że ta dwójka uważa Krok Ósmy za najtrudniejszy, bo po raz pierwszy w życiu zetknęli się z własną podłością wobec innych ludzi. To już wywołało spore poruszenie. Co było do przewidzenia, ktoś wspomniał, że przecież listę czy tabelę osób skrzywdzonych robił już w trakcie pracy nad Krokiem Czwartym, więc teraz, przy Ósmym, nie zrobiło to na nim jakiegoś porażającego wrażenia. Dwie osoby mu się przypomniały i to tyle tylko. Alkoholiczka stwierdziła wtedy, że podczas realizacji Kroku Czwartego, ona nie zajmowała się osobami skrzywdzonymi. Sponsorka kazała jej zrobić listę uraz, listę lęków oraz zachowań seksualnych. I znowu jej kolega potakująco kiwał głową.

W tym momencie poruszenie na sali było już całkiem spore. No bo jak to? Dlaczego? Obrachunek moralny bez krzywd? Ktoś od razu wziął ze stolika kolportera Wielką Księgę i przeczytał ze strony 77 słowa: Mamy listę wszystkich osób, które skrzywdziliśmy i którym gotowi jesteśmy zadośćuczynić. Sporządziliśmy ją przy dokonywaniu inwentury. I prawie wprost zapytał tych dwoje, jak to możliwe, że ten tekst nie zwrócił ich uwagi? Alkoholiczka spokojnie odparła na to, że jej sponsorka tego fragmentu WK jej nie przeczytała. Alkoholik dodał, że ona miał dokładnie tak samo, bo mają zresztą tą samą sponsorkę.
Chwilę później mityng się skończył.

Kiedy wychodziłem, widziałem na ulicy ponad połowę uczestników tego spotkania, stojących w kilkuosobowych grupach przed budynkiem i dyskutujących namiętnie. Ze strzępów wypowiedzi, które do mnie doleciały, zorientowałem się, że rozmawiają o cenzurowaniu naszej podstawowej literatury przez niektórych sponsorów oraz o niezalecanym (choć też i nie zabronionym) sponsorowaniu różnopłciowym – alkoholik z dumą odparł na to, że jego sponsorka twierdzi, że alkoholizm nie ma płci i tym razem to jego koleżanka skwapliwie potakiwała.

Idąc w swoją stronę pomyślałem, że owszem, alkoholizm nie ma płci, ale nadciśnienie też nie ma, ale i co z tego? A poza tym czy my w AA zajmujemy się alkoholizmem, czy może jednak rozwiązaniem problemu alkoholizmu? Na szczęście do auta kolegi, który mnie odwoził, nie było daleko, więc i tych swoich rozmyślań nie wyprodukowałem zbyt wiele.

piątek, 9 sierpnia 2024

Niesienie posłania czy forsa?

Czy uroczystości związane z obchodami rocznicy istnienia/działania AA w Polsce, na przykład pięćdziesiątej rocznicy, są okazją do niesienia posłania? Oczywiście, że tak. To nie ulega wątpliwości. Czy w takim razie powinna być na miejscu dostępna pełna oferta literatury AA? Głupie pytanie – wiadomo, że tak. Ale czekaj, zaraz…

Służba Krajowa informuje, że w trakcie zlotu u kolporterów będzie dostępna tylko literatura jubileuszowa. TYLKO. Ups! Ma ktoś może jakiś pomysł, skąd i po co w ogóle takie ograniczenie? To chyba pierwszy raz w historii AA, że na zlocie z okazji rocznicy nie będzie do kupienia literatura AA, a jedynie specjalna literatura jubileuszowa (cokolwiek to znaczy). Czy takie ograniczenie wprowadzono dla dobra nowicjuszy i początkujących?
Za zakupy tejże literatury jubileuszowej, gdyby ktoś jednak się zdecydował, można będzie płacić tylko gotówką. Ups! Choć to akurat nie stanowi żadnej zagadki – płatności gotówką, z ręki do ręki, nie da się nijak kontrolować. Przy płatnościach kartami kredytowymi lub debetowymi pozostaje jednak ślad, dowód na wielkość przychodów.


Na odpowiedź na to cudaczne biznesowo posunięcie Wydawnictwo Camel zareagowało szybko i sprawnie:



piątek, 2 sierpnia 2024

Problematyczna zawartość

Pewien amerykański przedsiębiorca z dużymi zdolnościami, zdrowym rozsądkiem i dobrym charakterem przez wiele lat przebywał w zakładach psychiatrycznych, przenosząc się od jednego do drugiego. Konsultował się z najbardziej znanymi amerykańskimi psychiatrami. Potem pojechał do Europy, oddając się w ręce sławnego psychiatry, doktora Junga, który zaordynował mu leczenie [WK z 2018 roku, s. 26].

Charakter to może miał i dobry, cokolwiek to znaczy, ale czy powroty do picia, jeśli prawie wszystkie poprzednie zakończyły się katastrofą, są objawem zdrowego rozsądku? Oczywiście Bill mógł chcieć podlizać się koledze, bogatemu Rolandowi H., ale jego zdolność do diagnozowania zdrowego rozsądku wydaje się co najmniej zaburzona. Poza tym, jak to – kolega wiele lat leczył się psychiatrycznie, także w szpitalach, ale… miał zdrowy rozsądek! Ups! Ludzie, kierujący się zdrowym rozsądkiem, nie robią w kółko tego, co wyraźnie im szkodzi. Nie dotykają gorącej blachy, twierdząc, że tym razem się nie oparzę. Nie przebiegają przez ulicę przed nadjeżdżającymi pojazdami.

Krok Drugi: Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowy rozsądek.

Oznaczało to, że „zdrowy rozsądek” miał ustąpić miejsca „niezdrowemu rozsądkowi” [WK z 2018 roku, s. 13].

Zaraz, zaraz… Ta Siła (większa od nas samych) może przywrócić nam zdrowy rozsądek, ale… po co? Po co, skoro ten zdrowy rozsądek jest czymś złym i powinien zostać zastąpiony niezdrowym rozsądkiem?

Nawet specjalnej zmiany dokonali nasi tzw. tłumacze, żeby jakoś zniknąć ten straszny zdrowy rozsądek:

Być może na tym ostatnim etapie zbyt mocno polegaliśmy na Rozsądku i nie chcieliśmy stracić tego wsparcia. [WK, 2018, s. 53]
Być może na tym ostatnim etapie zbyt mocno polegaliśmy na Rozumie i nie chcieliśmy stracić tego wsparcia. [WK, 2019, s. 53]

Dziwna i wysoce problematyczna jest treść tej naszej polskiej książki… A szkoda.

Pierwsi weterani AA