wtorek, 1 stycznia 2019

Nauka życia we Wspólnocie


Na jakimś forum internetowym wpadło mi niedawno w oczy zdanie, którego podczas mityngów AA nie słyszałem już kilkanaście lat. Może dlatego też nigdy się tym tematem nie zajmowałem albo o tym zapomniałem. A chodzi mi teraz o przekonanie, stwierdzenie: na mityngach uczę się życia. Bardzo dawno temu było ono popularne, ale mnie prawie od początku wydawało się trochę jakby przesadzone, wątpliwe – mniej lub bardziej. Później jakoś tak zniknęło, a ja nawet nie zauważyłem, kiedy się to stało.

Przełom roku to dobry czas na różne bilanse i obrachunki, więc tym razem zastanowię się, czy prawdziwe jest powiedzenie, że na mityngach uczę się życia, a także, czego mogę się nauczyć podczas spotkań AA w Polsce i w ogóle we Wspólnocie.

Mogę nauczyć się zgłaszać do wypowiedzi i czekać, aż mi pozwolą zabrać głos – przyda się na pewno, kiedy tylko zasiądę w sejmie. Jeśli nie będę bardzo uważny, mogę nauczyć się sekciarskiego podwójnego języka (double talk – typowe dla wielu sekt używanie słów w innym znaczeniu niż słownikowe, np. akredytacja, dylemat), nadużywania zaimków osobowych i dzierżawczych (ja, mnie, mój), ale mogę też oduczyć się rażącego używania wulgaryzmów (ja pierdolę, jebać, kurwa,), choć z tym bywa już różnie. Mogę nauczyć się prowadzić spotkanie AA oraz recytować ze wzruszeniem „Dezyderaty”, „Orędzia serca”, „Listy Kiplinga” i inne takie poetyckie utwory. Z trzeźwością nie ma to nic wspólnego, z normalnym życiem też nie, ale jakie energetyczne i podniosłe!
A czy słyszał ktoś w „normalnym” życiu: nabyłem i spożyłem jedna druga litra alkoholu? Tak, specjalnego terapeutycznego języka też można się nauczyć, nawet nie będąc nigdy klientem psychoterapii odwykowej.

W swoich początkach we Wspólnocie wierzyłem, że na mityngach uczę się rozwiązywać różne problemy, ale to przekonanie posypało mi się stosunkowo szybko, bo i jaką naukę z cudzej opowieści mogę wyciągnąć, jeśli z założenia, nawet w myślach, nie wolno mi jej przydatności nijak ocenić albo porównać jej z moją konkretną sytuacją? Chodzi oczywiście o cudaczne nakazy i zakazy zawarte w scenariuszach mityngów.

Z czasem zrezygnowaliśmy, mam tu na myśli mityngi, na których często bywam w moim mieście, z takich zakazów i nakazów, wywodzących się z zajęć grupowych psychoterapii odwykowej, i wtedy, nawet dość długo, wierzyłem w tę naukę rozwiązywania różnych problemów – może nie tyle podczas spotkania AA, co we Wspólnocie, tak w ogóle. Ten okres trwał u mnie najdłużej, bo dopiero stosunkowo niedawno zorientowałem się, że jest tutaj pewne „ale”. I krew mnie zalewa ze złości na samego siebie, bo przez lata jakoś nie wpadłem na to, by zadać sobie pytanie: jakie konkretnie problemy uczę się rozwiązywać we Wspólnocie AA w Polsce?

Koniec końców sami stworzyliśmy nasze problemy. [WK, s. 104]

W AA, choć niekoniecznie podczas mityngów, mogę nauczyć się rozwiązywać problemy... sztuczne, sztucznie stworzone przez alkoholików w naszym specyficznym środowisku. I chyba tylko takie, bo czy można nauczyć się we Wspólnocie rozwiązywania problemów innych niż alkoholizm? Kłopoty ze zdrowiem powierzamy lekarzowi, z samochodem – mechanikowi, z cieknącym kranem – hydraulikowi, z zegarkiem… Co miałby robić w AA alkoholik, którego problem alkoholowy został już rozwiązany? Może, a nawet powinien, pomagać innym wytrzeźwieć, oczywiście, ale to nadal ten sam problem. A poza tym? Ano, może generować jakieś nowe, sztuczne problemy i namiętnie je rozwiązywać albo przerzucać zmagania z nimi na innych członków Wspólnoty. Chyba dopiero teraz w całej pełni zrozumiałem pozornie zabawne powiedzenie, że… alkoholik to takie cacuszko, co to aby żyć, musi mieć problemy, a jak ich nie ma, to sobie wymyśli, a jak już wymyśli, to musi je rozwiązywać, a jak rozwiązać nie potrafi, to użala się nad sobą.

Tak, my w AA sami tworzymy we Wspólnocie nasze, coraz to nowe, problemy. Nie, nie sądzę, żebyśmy robili to złośliwie albo ze złej woli. Tak, to jest po prostu alkoholizm. Nie ma znaczenia, że część z tych problemów zostanie rozwiązana, bo na ich miejsce my sami albo nasi przyjaciele z AA stworzą nowe. I też zupełnie oderwane od zwykłego życia.

Prosty przykład, bardzo zresztą na czasie. Przez wiele lat mieliśmy trudności z tłumaczeniem Wielkiej Księgi, bo jej treść dostosowana była do przekonań psychoterapeutów. Po kilku latach pracy dwóch zespołów tłumaczy doczekaliśmy się nowej wersji. Prawdopodobnie przekład jest bardziej wierny, ale właśnie… może nawet za bardzo, za bardzo dosłownie. W efekcie dostaliśmy dzieło stylizowane na gwarę staropolską (a niby po co?) z wieloma rażącymi błędami. O absurdalnych i żenujących typu „brak siły – to był nasz dylemat” albo „zasady są ważniejsze od osobowości” już było nie raz, więc dodam tylko, że moim zdaniem Program AA jest Programem działania, a nie wnikania w cudze osobowości lub ambicje. Także w działaniu – albo braku rozsądnego działania – wyraża się trzeźwość. Choć także w zdolności do przyznawania się do błędów. A zajmowanie się osobowościami (skoro nie podano, jakimi, to widocznie wszystkimi) ewidentnie narusza naszą Tradycję Dziesiątą, bo my w AA nie zajmujemy się kwestiami osobowości osób spoza Wspólnoty.

Niżej prezentuję kilka innych przykładów.

Wiemy, że jeśli alkoholik powstrzyma się od picia w ciągu wielu miesięcy czy lat, zachowuje się podobnie jak inni. [s. 22]
Tak? To po jaką cholerę jakieś Programy i sponsorzy?

Przyznaliśmy się do pewnych wad. Ustaliliśmy z grubsza, w czym tkwi problem. [73]
Tak? To nie potrzeba rzetelności i dokładności, bo wystarczy tylko trochę i z grubsza?

Uważamy, że człowiek, który oświadcza, iż wystarczy sama trzeźwość, jest bezmyślny. [83]
Tak? To co niby trzeba jeszcze? Skoro sama trzeźwość jest objawem bezmyślności?

Przypomnij kandydatowi, że jego powrót do zdrowia nie zależy od ludzi. Zależy od jego relacji z Bogiem. [100]
Faktem jest, że on musi pracować z innymi, aby utrzymać swoją własną trzeźwość. [120]
Co jest?! To w końcu zależy od pracy z innymi ludźmi, czy tylko od relacji z Bogiem?

Takich stwierdzeń, które nie muszą, ale mogą rodzić problemy, jest w tej książce więcej. A my w AA, w naszych przytulnych salkach mityngowych, przez następnych kilkadziesiąt lat namiętnie będziemy je rozwiązywać, nie zauważając, że z życiem nie mają one zupełnie nic wspólnego.
No, ale tak jest w oryginale! – ktoś zawoła. Zapewne tak, tylko przypominam, że nie bardzo wiadomo, kto jest autorem pewnych określeń w naszej WK (patrz: https://meszuge.blogspot.com/2016/09/kto-napisa-wielka-ksiege.html) oraz to, że „Anonimowi Alkoholicy” to w sumie poradnik dla pijaków, a nie jakieś święte dzieło.

A wracając do tematu i reasumując... Nie, na mityngach, ani w ogóle w AA, nie nauczymy się życia. Życia można nauczyć się tylko w życiu (a pływania tylko w wodzie) – a Wspólnota AA stawia sobie chyba jednak inne cele.

9 komentarzy:

  1. I znów kij w mrowisko ;-)
    Super
    Dziękuję
    Pozdrawiam
    Idę do realu :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. A dla mnie i tak mistrzostwem jest zwrot "Mieliśmy dwie alternatywy..."
    Cieszę się, że nie Alternatywy 4

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby nie zło-wieszcze.
      Kontynuacja "Alternatywy 4" nosiła tytuł "Dylematu 5".

      A już całkiem powaznie. Zanim przeczytałem Twoje teksty, miałem okazję pracować ze sponsorowanym na nowym tekscie. Ksiazka dotarła do mnie dzien wczesniej, więc dla nas obu był to pierwszy kontakt z tekstem (pomijając czytanie tekstow na mityngach).
      Jak dla mnie, tekst jest bardziej prosty, wiele akapicie bardziej zrozumiałych (trudno, żeby było inaczej, jesli wczesniej całe zagadnienie skrócono do jednego zdania).
      Kilkakrotnie wspomniano, że wiedza o samym sobie nie jest lekarstwem na alkoholizm (co wczesniej usunięto, by nie drażnić terapeutów).
      Zauważyłem te same mankamenty, co i Ty.
      No, ale pisac to sobie możemy...
      A w jaki sposób mozna wystąpić do sluzb najniższych o wydanie poprawione?
      Niebawem u nas w mieście warsztaty 4 wydania z udziałem delegata SK, więc się wybieram.

      Usuń
    2. Zgłaszać do AA, zadawać pytania konferencji, instruować delegatów, to jest zaufane sługi. To można zrobić.

      Usuń
    3. Pytania do konferencji jak najbardziej wysłałem.
      I juz naroslo sporo nowych.

      Usuń