Jakiś czas temu pisałem o alkoholikach (płci dowolnej), starających się ze sponsorem realizować Dwanaście Kroków po raz kolejny. https://meszuge.blogspot.com/2022/02/12-krokow-ze-sponsorem-bis_16.html
Niektóre powody wydają się oczywiste: przerwanie pracy ze sponsorką przed jej ukończeniem, zapicie, zaniedbanie rozwoju duchowego, a więc znaczące pogorszenie jakości życia, uświadomienie sobie, że zrobiło się jakąś namiastkę Programu, bez realizacji niektórych Kroków, a inne powierzchownie i z grubsza oraz podobne. Tym razem jednak chodzi mi o inne powroty do Programu.
Alkoholiczka/alkoholik zrobił Program ze sponsorem, żyje Programem, pełni różne służby powierzone mu przez grupę, raz jest szczęśliwy, innym razem nie, w zależności od sytuacji i okoliczności życiowych, czyli wszystko dzieje się normalnie i tak jak trzeba. Aż tu nagle w okolicy pojawia się Wielki Człowiek i z alkoholiczką/alkoholikiem dzieje się coś dziwnego. Jakby traci zdrowy rozsądek i kontakt z rzeczywistością, i dochodzi do wniosku, że musi raz jeszcze zrobić Program z Wielkim Człowiekiem. Na przykład z samym F., z samym T., z samą K., z samą S. Tak, koniecznie i dla większego efektu trzeba dodawać do imienia „samą” lub „samego” – to najwyraźniej podnosi wartość tej osoby oraz jej podopiecznych.
Od kilkunastu lat do dziś zaobserwowałem cztery takie fale, ale bardzo możliwe, że było ich znacznie więcej. Niektóre lokalne i stosunkowo krótkie, inne wprost przeciwnie. Co ciekawe, gdy trafiłem do AA ponad dwadzieścia lat temu, nic takiego się nie działo. Myślę, że wynikało to z błędnego tłumaczenia Drugiej Tradycji i przekonania, że alkoholik nie może mieć (poza Bogiem) żadnych autorytetów. Więc nie można było chwalić się, że moim sponsorem jest sam F., bo koledzy na mityngach zaraz by kogoś takiego napadli, zarzucając mu, że znalazł sobie autorytet i jeszcze – głupi! – go słucha.
Zakładam, że oczywiste jest, że alkoholiczki i alkoholicy przebudzeni, normalni, trzeźwi, miewają uczucia i emocje stosowne do okoliczności. Szczęśliwe są na ślubie (swoim), zrozpaczone na pogrzebie (matki). Zresztą, o szczęściu był już specjalny tekst: https://meszuge.blogspot.com/2022/08/nieczesto-jestem-szczesliwy.html
W takim razie czego właściwie szukają alkoholicy i alkoholiczki, zgłaszając się stadnie do samej…, samego… z błaganiem o ponowne przeprowadzenie przez Program? Czy mają nadzieję, że sama… objawi im w Krokach, które zresztą od lat znają i stosują, jakieś magiczne treści ukryte dotąd przed maluczkimi? Jakieś recepty na wieczną i nieustającą szczęśliwość? Na co liczą, na jakiś cud? A może że odtąd wszystko w życiu będzie się udawać, nie zatka się zlew, nie trzeba będzie odwiedzać dentysty, w pracy będą same tylko podwyżki i żadnych redukcji, w rodzinie nikt nie umrze ani nie zachoruje poważnie, dzieci będą grzeczne i dobrze się uczyć, i nigdy nie wpadnie im do głowy eksperymentować z narkotykami lub alkoholem?
O co chodzi w tym pragnieniu realizacji Programu kolejny raz, ale za to w Wielkim Człowiekiem? O trzeźwość, której – jak podpowiada kolega – chyba jednak i wbrew pozorom nie było? O powrót magicznego myślenia?
Nauczyłem się kiedyś, dość boleśnie zresztą, że nierealistyczne oczekiwania rodzą rozczarowania, urazy, zawody i żal. Od kiedy wytrzeźwiałem, czyli mam kontakt z rzeczywistością, nie produkuję już dziwacznych oczekiwań, w których ktoś, nawet sama…, zapewni mi błogą szczęśliwość i to na zawsze.
Większość z nas czuje, że nie musi już poszukiwać Utopii. Jest ona z nami – tu i teraz. [WK, s. 16]
Jednak są i takie/tacy, którzy uważają, że nadal muszą szukać, bo może sama S. udostępni im jakąś lepszą Utopię...


