środa, 28 września 2022

Wola, odpowiedzialność, czy...

Uczestniczyłem niedawno w mityngu AA. Podstawowe tematy związane były z Krokami i Tradycjami, a dodatkowy, który właściwie zdominował dyskusję, dotyczył rozpoznawania woli Boga. Zapewne co najmniej sto razy słuchałem rozważań na ten właśnie temat i przynajmniej w kilkudziesięciu przypadkach przychodziły mi do głowy te same wątpliwości, podobne obiekcje i wahania.

1. Powiedzmy, że mam pomysł na jakieś działanie lub zachowanie i mam wątpliwości, czy jest ono zgodne z wolą Boga. Czy „przymierzyłem” swój pomysł do Dekalogu (jeżeli jestem chrześcijaninem)? A do Dwunastu Kroków i Tradycji? A do Kodeksu Karnego lub innego zbioru zasad i przepisów? Podobno Bóg przemawia do nas ustami innych ludzi, a czy kogokolwiek pytałem, to znaczy, czy dałem Bogu szansę, żeby wyraził Swoją wolę ustami tego innego człowieka?
Zbyt banalne wydają mi się te sposoby? Czyżbym postanowił i zdecydował, że Bóg ma obowiązek zawiadamiać mnie o Swojej woli w sposób bardziej magiczny i widowiskowy?

2. Czy informuję ludzi wokół mnie, zwłaszcza w środowisku AA, przy każdej okazji i bez okazji, że to ja właśnie jestem narzędziem w rękach Boga? A czy Bóg wie, że przydzieliłem sobie rolę Jego narzędzia? Czy naprawdę uważam, że Bóg mnie potrzebuje?

Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim, On, który jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką ludzką i nie odbiera posługi z rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował, bo sam daje wszystkim życie i oddech, i wszystko [Pismo Święte, Dzieje Apostolskie 17, 24].

3. Czy nie jest tak, że ja często dobrze wiem, jak powinienem postąpić, tylko nie chcę tak zrobić i to całe szukanie woli Boga jest tylko wymówką? Czy nie szukam tak długo, aż w końcu znajdę kogoś (albo inną formę podpowiedzi), kto mi powie to, co chcę usłyszeć?

4. Jestem sprzedawcą, szukam pracy. Mam dwie oferty: warzywniak i stoisko z tapetami w supermarkecie – czy w tej sytuacji powinienem pytać Boga, którą firmę mam wybrać?
Potrzebuję nowy telefon – czy w związku z tym powinienem pytać Boga, jaki model mam sobie kupić? Czy naprawdę wierzę, że dla Boga istotne znaczenie ma asortyment sklepu, w którym będę pracował lub marka telefonu?
Czy zdarza się, że na Boga przerzucam odpowiedzialność za swoje zachowania, postawy, decyzje, wybory itd.? Czy czasem szukam wymówki, żeby wolą Boga usprawiedliwić swoje zachcianki?

Medytujący powinien uświadomić sobie niebezpieczeństwo odczytywania słowa Bożego przez pryzmat własnych, nieuświadomionych oczekiwań, lęków i potrzeb [„Medytacja ignacjańska” – Józef Augustyn SJ].

5. Wiara i religia to nie jest jedno i to samo. Religia i religijność jest dziedziczona, związana z domem, tradycją, autorytetem i wychowaniem. Wiara rodzi się tylko przez nawrócenie, jest łaską. Choćbym nie wiem jak pragnął, nie mogę sobie zapewnić, zagwarantować wiary – to dziedzina Boga. Choć oczywiście mogę nauczyć się religijności… jeśli wiem, po co. 

6. Czy, jeśli jestem chrześcijaninem, czytałem Pismo Święte? Czy może aż tak bardzo poznawać woli Boga to ja jednak nie chcę? Czy realizuję wolę Boga, działam i postępuję według Jego wskazań zawsze, czy tylko wtedy, kiedy mi to pasuje, sprawia mi przyjemność, poprawia samopoczucie?

Wszystko to wydaje się bardzo trudne i strasznie skomplikowane, ale prawda jest taka, że w sytuacjach konkretnych, a nie teoretycznych i ogólnych, całe to rozpoznawanie woli Boga nie jest aż tak wielkim wyzwaniem. Znacznie większym jest rozpoznanie własnych prawdziwych intencji i motywów.

Człowiek nie mający czystych intencji nawet czasem nie zdaje sobie sprawy, że sam siebie oszukuje [Thomas Merton, „Nikt nie jest samotną wyspą”].

Zdarzają się jednak przypadki, gdy jedynie bardzo wnikliwa analiza może wydobyć na jaw nasze rzeczywiste motywy [12x12]. 



wtorek, 6 września 2022

Mityngowa liturgia słowa AA

Przez pierwsze lata we Wspólnocie AA (w wersji polskiej) na każdym mityngu słuchałem rozmaitych tekstów, które wprawdzie z Anonimowymi Alkoholikami nie miały nic wspólnego, nie zawierały rozwiązania problemu alkoholizmu, ani do niego nawet nie przybliżały, ale za to były bombastyczne, wzruszające, romantyczne, czarujące, nastrojowe, egzaltowane, ckliwe i liryczne, na przykład „Orędzie serca”, „List Kiplinga do syna”, „Dezyderaty”, „Dekalog Jana XXIII” itp. Na chwilę, bardzo zresztą krótką, poprawiały samopoczucie, a to przecież dla alkoholika jest najważniejsze.

Już po kilku latach (sic!) usłyszałem tekst zwany Preambułą i czytany u nas na początku każdego mityngu. Zwłaszcza zdanie: „Anonimowi Alkoholicy są wspólnotą mężczyzn i kobiet, którzy dzielą się nawzajem doświadczeniem, siłą i nadzieją, aby rozwiązywać swój wspólny problem i pomagać innym w wyzdrowieniu z alkoholizmu.”. Wtedy to, powoli i ze sporymi oporami nietrzeźwych uczestników mityngów, zaczęliśmy usuwać z naszych spotkań urocze poematy oraz wzruszające wiersze, a zaczynaliśmy wreszcie dzielić się własnym doświadczeniem w temacie wyzdrowienia z alkoholizmu.

Znowu minęło kilka lat, a ja odnoszę wrażenie, że znowu jakoś zapominamy to zdanie z Preambuły, mówiące o dzieleniu się rozwiązaniem jedynego wspólnego problemu. Znowu coraz więcej czasu, krótszych już zwykle mityngów, poświęcanych jest w Polsce na jakieś deklamacje i odczyty. Owszem, teraz są to zwykle teksty, pochodzące z literatury AA, więc to zaliczam do zmian pozytywnych, ale… Negatywne jest to, że zapominamy chyba, komu i do czego potrzebne są te spotkania przede wszystkim – choć wyraźnie określa to Tradycja Piąta i Preambuła AA.

Starałem się łagodnie rzecz ująć, więc napisałem o zapominaniu, ale może nie chodzi o to, że zapominamy o nowicjuszach, może problem w tym, że ich potrzeby i obecność po prostu bagatelizujemy, ignorujemy, czyli inaczej, zwyczajnie mamy ich w… nosie. Bo i co zrozumie alkoholik na pierwszym, piątym albo piętnastym mityngu, z odczytywanych w koło rytualnie Dwunastu Koncepcji? Po co mu ta wiedza? Czy po nią przyszedł?

Z wielu mityngów zniknęły przerwy na papierosa, samo spotkanie znacznie jest już krótsze, bo zwykle 60-80 minut. I wszystko byłoby w porządku, gdybyśmy ten czas wykorzystywali sensownie, zgodnie z Tradycją Piątą i Preambułą. Jednak wiele z tych cennych minut przeznaczamy na odczyty. Liczył ktoś, ile minut zajmuje przeczytanie fragmentu Piątego Rozdziału Wielkiej Księgi, fragmentu Wizji dla Ciebie, Obietnic Kroku Dziewiątego (niepewnych i niesprawdzonych wtedy jeszcze w pełni), Kroków, Tradycji, Koncepcji, jakichś tekstów powitalnych, odpowiednich fragmentów z „Codziennych refleksji”, a bywa, że i z „24 godzin”, kawałków z historii AA itd.? Do tego dochodzą, nadal chyba u nas obowiązkowe na każdym mityngu, sprawy organizacyjne – jakby nie można było uzgadniać pewnych kwestii raz na rok lub pół roku. No więc, ile czasu zostaje na dzielenie się realnymi doświadczeniami z realizacji Programu?

Jakiś czas temu pisałem o doktrynerach w polskiej wersji AA (klik), to jest o ludziach (większość to zapewne alkoholicy), którzy zamiast przebudzenia duchowego posiedli znaczną wiedzę o Koncepcjach, Kartach Konferencji, Poradnikach Służb, zasadach, przepisach itd. Czy na wielu współczesnych polskojęzycznych mityngach ważny jest jeszcze interes i potrzeby nowicjuszy, czy już tylko teoretyków-doktrynerów?

Kilkanaście lat temu, za czasów „Dezyderatów” i innych takich, pisałem, że niedobór duchowości generuje potrzebę tworzenia coraz to bardziej rozbudowanych obrzędów i rytuałów. Obecnie obserwuję tworzenie nowej obrzędowości – polskiej liturgii słowa na mityngach AA.

A co z miłością i służbą? Co z sugestią  „zachowajmy to w prostocie”? Oj tam, oj tam! Przecież czasy się zmieniły. A poza tym, kto powiedział, że amerykańskie ma być lepsze od polskiego?

czwartek, 1 września 2022

Poszukiwacze i poszukiwania

Do napisania tego tekstu sprowokował mnie znajomy z AA. W ostatnich latach wielu uczestników mityngów pytało, co sądzę o alkoholikach, którzy jakiś czas po realizacji 12 Kroków AA ze sponsorem, podejmują psychoterapię. To w końcu poukładałem sobie w głowie i napisałem.

Możliwości w tej sytuacji, czyli terapia po Programie, widzę dwie i to diametralnie różne.

1. Cały czas aktywny albo może znowu aktywny mechanizm nałogowego regulowania uczuć, a co za tym idzie, głód dobrego samopoczucia i bolesny niedosyt koncentrowania się na samym sobie. Te potrzeby może być naprawdę trudno realizować na mityngach, zwłaszcza tych on-line.

Egoizm, egocentryzm, koncentracja na samym sobie! To właśnie jest, jak sądzimy, zasadnicze źródło naszych kłopotów (WK, s. 52).

Absolutnie każda psychoterapia, zawiera elementy koncentracji na sobie. Ale najwyraźniej potrzeba alkoholików poprawiania sobie nastroju, choćby doraźnie, jest większa niż to oczywiste ryzyko.
Krótkotrwałe zyski, czy długofalowe efekty? Bardzo niewygodne pytanie, prawda? Zwłaszcza, kiedy zorientowałem się, że krótkotrwałe zyski wybierałem zawsze w okresie picia i bardzo często w czasach abstynencji, ale przed wytrzeźwieniem.
Psychoterapię odwykową, mimo utrzymywanej bez większych problemów abstynencji, wybierają nie wiedzieć, po co, alkoholicy mocno nietrzeźwi.

1a. Alkoholik czuje się mniej więcej normalnie, ale sponsor fanatyk/entuzjasta albo jakaś grupa podobnie nawiedzonych alkoholików, wmówiła mu, że powinien być trwale szczęśliwy, że po Programie wręcz musi być szczęśliwy, a jeśli nie jest, to sam jest temu winien, coś pewnie źle zrobił, więc biedak rozpaczliwie szuka jakichś rozwiązań.
Jest to tylko pewna odmiana, bo w sumie nadal chodzi o to samo – problematyczną trzeźwość, głód dobrego samopoczucia i/lub absurdalną wiarę w to, że 12 Kroków AA jest sposobem na uszczęśliwianie alkoholików. (O szczęściu - klik)


2. Decyzja o poddaniu się psychoterapii jako wyraz trzeźwości i zdrowego rozsądku. Anonimowi Alkoholicy dysponują rozwiązaniem problemu alkoholizmu, ale nie innych problemów. W szczególności nie problemów wynikających z zaburzeń wywołanych dorastaniem w patologicznej rodzinie (DDA, DDD), nie tych spowodowanych depresją, nerwicami, stanami lękowymi, odmianami autyzmu, zaburzeniami osobowości, kłopotami z samooceną czy emocjami. 12 Kroków AA nie leczy też kryzysów związanych np. z żałobą, rozwodem albo utratą pracy. I stu innych też nie.

Dajmy odpór dumnemu założeniu, że skoro Bóg umożliwił nam sukces w jednej dziedzinie, naszym przeznaczeniem jest stać się pośrednikami dla każdego („Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość”, s. 302).

Z mojego doświadczenia wynika, że rzetelnie zrealizowany i realizowany nadal w życiu codziennym Program, potrafi – przy okazji niejako – realnie złagodzić wiele z powyższych problemów, ale tylko może, nie jest to efekt gwarantowany. I nikt, poza AA-owskimi fanatykami, nic takiego nie obiecuje. Więc jeśli trzeźwy alkoholik napotyka na problemy, których Program nie rozwiązał, to szuka odpowiedniej pomocy. Tak robią normalni ludzie, bez względu na to, czy chodzi o problem z silnikiem, czy problem z dwunastnicą, czy z prawem, czy z psychiką, czy z dziećmi, czy z potencją. Po to właśnie alkoholicy realizują w swoim życiu Program, by wytrzeźwieć, a trzeźwość daje możliwość realnej oceny swoich możliwości i braków oraz pokorę niezbędną do poproszenia o pomoc we właściwym miejscu.

Alkoholicy trzeźwi mają pełną świadomość własnych intencji (O motywacji - klik), ci nietrzeźwi są sobie w stanie wmówić racjonalne powody. Ja nie wiem, jak to u kogoś jest, i – jeśli mnie ktoś o to bezpośrednio nie pyta – nie uważam, żeby to była moja sprawa. Anonimowi Alkoholicy są Wspólnotą ludzi psychicznie chorych, zaburzonych, czemu miałbym się dziwić jeszcze jednej manifestacji choroby alkoholowej?

niedziela, 28 sierpnia 2022

Efekt sufitowy, czyli info o FB

Dawno, dawno temu założyłem sobie konto na Facebooku https://www.facebook.com/profile.php?id=100068038415459. Nie całkiem wiedziałem, po co, ale wszyscy to robili, więc i ja też. 

Z czasem Facebook stawał się coraz bardziej problematyczny, ale też korzystało z niego coraz więcej ludzi, głównie młodych. Obserwując ich, zorientowałem się, że żeby z Facebooka korzystać optymalnie i sensownie, musiałbym się solidnie poduczyć jego obsługi, to po pierwsze, a po drugie – poświęcać na to sporo czasu.

Mijały lata i faktem coraz bardziej oczywistym było to, że ja tego konta nijak nie prowadzę – w potocznym znaczeniu tego słowa. Wrzuciłem tam kiedyś kilka informacji o sobie, o książkach, o nagrodzie i na tym koniec. Nie kontaktuję się przez to konto z nikim, nic na nim nie robię od ponad trzech lat. Czy to ma sens?

Efekt sufitowy – głową już prawie sięgam sufitu, więc wyżej już nie podskoczę. To taka przenośnia, która w pewnym wieku zaczyna obejmować coraz więcej obszarów w życiu. Na szczęście nie wszystkie na raz, bo te odbiera tylko śmierć. Już raczej nie zbuduję domu, nie skończę studiów, nie nauczę się obcego języka, nie przebiegnę maratonu… Być może jeszcze dałbym radę nauczyć się w pełni korzystać z FB, ale to wymagałoby dużo zaangażowania i czasu. Tak dużo, ile na ten cel poświęcać nie chcę. Wolę komuś realnie pomóc, zamiast angażować się w wirtualny świat na Facebooku.

Od dwóch lat szukałem sposobu na usunięcie konta z FB i początkowo wydawało się to formalnie niemożliwe. Z czasem warunki i zasady tej firmy się zmieniły i… Reasumując – mam nadzieję, że do końca września 2022 tego konta już nie będzie. I żeby była pełna jasność: tu nie chodzi tylko o Facebooka, ale raczej o mnie. O moje wybory i decyzje, o moje preferencje, możliwości i czas. 



Ciąg dalszy...
Konto i strona miały zostać usunięte do końca września. Jest listopad, a widzę, że nadal działają, choć ja nie mam już do nich dostępu. Widać uwolnić się od Facebooka nie jest jednak tak łatwo.


poniedziałek, 22 sierpnia 2022

Motywacja jest najważniejsza

Ci, którzy realizują we własnym życiu normalny Program Dwunastu Kroków AA, a nie jakąś skróconą i uproszczoną jego wersję (zwaną ulepszonym programem londyńsko-radomskim, czy jeszcze jakoś inaczej), wiedzą, jak ważną kwestią w procesie powrotu do zdrowia, trzeźwienia, jest badanie i korekta własnych motywacji. W Kroku Dziesiątym rozpoznajemy swoje prawdziwe intencje/motywy, a w Jedenastym, we współpracy z Bogiem (samemu zrobić się tego nie da), staramy się o ich korektę, jeśli jest to potrzebne. Niewłaściwe motywy przypominają wady charakteru z Kroków Szóstego i Siódmego. Mogę ich co najwyżej nie używać, ale sam nie jestem w stanie się od nich uwolnić. A postanowienia, decyzje i puste deklaracje, to jednak zdecydowanie za mało.

Istnieje bezpośredni związek między badaniem samego siebie, medytacją i modlitwą. [12x12, s. 97]

Zdarzają się jednak przypadki, gdy jedynie bardzo wnikliwa analiza może wydobyć na jaw nasze rzeczywiste motywy. [12x12, s. 94]

Przyglądając się rubryce strat w naszym bilansie dni, powinniśmy uważnie zbadać motywy tych myśli lub uczynków, które wydają nam się niewłaściwe. [12x12, s. 93-94]

Jest to ostatnie i możliwe, że najtrudniejsze wyzwanie dla alkoholika – przestać robić pozornie dobre rzeczy ze złych intencji. Gdy chodzi o kwestie czysto materialne, to może jeszcze nie jest to aż tak ważne, jednak Anonimowi Alkoholicy, tym, którzy wciąż jeszcze cierpią, niosą pomoc duchową, a nie materialną, nie pieniądze. Tyle że dary duchowe, ofiarowane z pokrętnych, nieuczciwych, egoistycznych pobudek, szybko gniją. A co do prawdziwych swoich motywacji/intencji oszukujemy siebie sami (także i innych ludzi), kto wie, czy nie najdłużej; niektórzy pewnie do końca życia. Może dlatego, że najczęściej nie da się ich nijak udowodnić. Badanie intencji wymaga pełnej uczciwości wobec samych siebie.

…poprośmy Boga, by kierował naszym myśleniem, prosząc szczególnie o to, aby nie łączyło się ono z użalaniem się nad sobą lub nieuczciwymi czy samolubnymi motywacjami. [WK, wydanie z 2018 roku, s. 87]

Nasze myślenie wzniesie się na dużo wyższy poziom, gdy zostanie oczyszczone ze złych motywacji. [WK, wydanie z 2018 roku, s. 87]

Na mityngi, jeden-dwa w tygodniu, chodzi od ponad piętnastu lat. Na każdym z nich zabiera głos i wspomina najbardziej koszmarne przeżycia z czasów picia. Czasem też mówi o niewdzięcznej rodzinie, która zapomniała o jego ósmej rocznicy abstynencji i w ogóle nie docenia tego, że nie pije tyle już lat.
Pewnego razu zapytałem go na uboczu, po co to robi. Odparł, że żeby nowicjusze mogli się zidentyfikować. Zwróciłem mu uwagę, że żadnych nowych nie było od kilku miesięcy. Odparł, że to nie jego wina (sic!). I że opowiada te okropieństwa, żeby nie zapomnieć, kim jest, czyli alkoholikiem. Na tym rozmowa się skończyła, a ja policzyłem w myślach: 25 lat koncentracji życia wokół picia i 15 lat koncentracji życia wokół niepicia. Czy w tych warunkach jest możliwe, żeby zapomnieć, że się jest alkoholikiem? Ale może rzeczywiście ma tak złą pamięć, to w końcu nie moja sprawa, tylko, czy trzeba do tego przypominania samemu sobie, angażować wiecznie innych ludzi? Nie prościej napisać sobie żółtą karteczkę ze stosowną informacją i przykleić do lustra w łazience?
Chwilę później pytałem już sam siebie, po co ja zabierałem dziś głos na mityngu? Chciałem komuś pomóc? A może czymś się popisać? Dla wspólnego dobra wyjaśnić określoną kwestię? Zrobić wrażenie na młodej alkoholiczce? A więc, jakie były moje prawdziwe motywy?

Jeżeli uważam, że jestem trzeźwy, to muszę mieć świadomość motywów własnych działań, postaw i zachowań. Powtarzam: bez tej świadomości nie ma trzeźwości. Nie mam obowiązku tego publicznie rozgłaszać, ale jeśli nie potrafię rozpoznać własnych intencji, to od nowicjuszy powinienem się trzymać z daleka, bo nieświadomie mogę zrobić im krzywdę.

W badaniu motywów bardzo przydaje się medytacja, a na samym mityngu spiritual silence, czyli duchowe milczenie. Co pewien czas, na przykład raz na miesiąc, postanawiam na mityngu się nie odzywać. Pomaga mi to lepiej słyszeć i rozumieć innych alkoholików, ale też uważniej wsłuchiwać się w to, co chciałbym powiedzieć i rozpoznać, po co chciałbym.

Niedawno podłączyłem się on-line na jakiś mityng, chyba odbywał się w Londynie, ale nie mam pewności, nieważne zresztą. Jakiś spiker kończył właśnie swoją wypowiedź, twierdząc, że sponsor może być głupi jak but, bo liczy się jedynie to, czy przekazuje tylko i wyłącznie to, co sam dostał od swojego sponsora, nic od siebie, absolutnie żadnych własnych doświadczeń, i że intencje sponsora nie mają kompletnie znaczenia.
Wydało mi się to dziwne. Skoro doświadczenia sponsora i sponsora sponsora, i sponsora sponsora sponsora itd. nie mają znaczenia, to po co ta dziwna mowa o dzieleniu się doświadczeniem, siłą i nadzieją? Kolejny też raz zauważyłem, że czytanie ze zrozumieniem, nawet tylko Wielkiej Księgi, nadal stanowi poważne wyzwanie, z którym nie wszyscy sobie radzą. A może te fragmenty o motywach lub intencjach nie były odpowiednim kolorem zakreślone*?

Tylko przy czystej intencji człowiek może być roztropny i mieć jasne widzenie rzeczy. W przeciwnym razie zawsze waha się i jest ślepy. Szarpiąc się między dwoma przeciwnymi biegunami, nie jest w stanie powziąć prostych i jasno określonych decyzji. 
/.../
Człowiek nie mający czystych intencji nawet czasem nie zdaje sobie sprawy, że sam siebie oszukuje. [„Nikt nie jest samotną wyspą” – Thomas Merton]


--
* https://meszuge.blogspot.com/2022/05/sponsorowanie-i-zakreslacze.html


wtorek, 16 sierpnia 2022

Religijność Wspólnoty AA, cd.

W artykule Religia Wspólnoty i Programu (klik) z marca 2022 pisałem między innymi:

To teraz o religii. Wszystko byłoby znacznie łatwiejsze, gdyby alkoholicy – przed rozpoczęciem dyskusji i sporów – sprawdzili i dowiedzieli się, o czym w ogóle mówią.

Religia to zespół wierzeń dotyczących istnienia Boga lub bogów, pochodzenia i celu życia człowieka, powstania świata oraz w związane z nimi obrzędy, zasady moralne i formy organizacyjne.

Można też powiedzieć, że religia jest zbiorem prywatnych (lub instytucjonalnych) postaw, obrzędów i wierzeń w niematerialną transcendentną rzeczywistości, którą najczęściej określa się mianem Boga lub bogów oraz związanych z nimi przekonań o pochodzeniu i celu życia człowieka.

Czy spotkania AA zajmują się pochodzeniem i celem życia człowieka lub procesem powstania świata? Czy książki i biuletyny AA-owskie zawierają dokładny opis konkretnych religijnych obrzędów i liturgii?
Gdyby Wspólnota AA miała być organizacją religijną, to niezbędne byłoby jednoznaczne określenie, o jaką religię chodzi, bo w różnych religiach panują różne zasady, różne przekonania, praktykowana jest przeróżna liturgia i obrzędy, różne zachowania i czyny uważane są za moralne… Jeśli alkoholik może sobie sam stworzyć własną koncepcję Boga, to o jaką niby religię miałoby chodzić? Religię Grażyny alkoholiczki? Religię Janusza alkoholika?


Miałem nie wracać do kwestii religii, ale zaintrygował mnie pewien tekst. Podsunął mi nowe możliwości oraz coś podpowiedział. Ja nadal nie uważam AA za Wspólnotę religijną, nadal jestem przekonany, że ocena AA i Programu w dużej mierze zależy od zrozumienia różnych definicji religii i ich elementów. Nadal też mam to w nosie – chcesz mieć rację, to masz rację, a ja święty spokój. Jednak Andy F. napisał coś takiego:

The “Vision for you” groups
In these groups, God was mentioned constantly and seen as the very centre of their therapeutic efficacy. Moreover, AA groups that had a fundamentalist approach to recovery usually had one charismatic leader. This is not unlike a charismatic priest or pastor in the church. In these groups, just like the Bible, the Big Book of AA is believed to be divinely inspired.
The “Vision for you” groups are very literal and rigid in their interpretation of the Big Book. They were often referred to as “Big Book Thumpers.” Groups in AA that turn into a sect-like religion have become a worldwide phenomenon. They represent a very small section of the fellowship as a whole*.

Przekład nieautoryzowany, maszynowy, ale może wystarczy:

Grupy „Wizja dla Ciebie”
W tych grupach Bóg był stale wymieniany i postrzegany jako samo centrum ich terapeutycznej skuteczności. Co więcej, grupy AA, które miały fundamentalistyczne podejście do zdrowienia, zwykle miały jednego charyzmatycznego przywódcę. Nie różni się to od charyzmatycznego księdza lub pastora w kościele. Uważa się, że w tych grupach, podobnie jak Biblia, Wielka Księga AA jest natchniona przez Boga.
Grupy „Wizja dla ciebie” są bardzo dosłowne i sztywne w swojej interpretacji Wielkiej Księgi. Często określano je mianem „Big Book Thumpers” (nie wiem, jak dobrze to przełożyć, w Londynie nazywano ich bukersami, więc może Grzmiące Wielkie Księgi?). Grupy w AA, które przekształciły się w grupy religijne podobne do sekty, stały się ogólnoświatowym fenomenem. Reprezentują oni bardzo małą część Wspólnoty jako całości.


Więc przyszło mi do głowy, że jeśli nowicjusz natrafił na coś takiego, to i nic dziwnego, że uznał AA za organizację religijną. Kiedy jeszcze przypomniały mi się relacje o pewnych, na szczęście rzadko występujących grupach w Polsce oraz ich charyzmatycznych i natchnionych liderach z dziesiątkami podopiecznych, to...   :-(



--
* https://aaforagnostics.com/blog/is-aa-a-religion/